Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” w Sanoku

Lech Makowiecki

POLSKOŚĆ TO NIENORMALNOŚĆ

Czym dla Ciebie jest Polska? Wiesz, co to Ojczyzna? Czujesz tę więź pokoleń? Czy się wstydzisz przyznać...

Czy serce twoje zadrży pod Monte Cassino,

Gdy zrozumiesz, że żyjesz, bo ten chłopak zginął?

 

Czy pojmiesz, co sprawiło, że harcerz z powstania Wolał paść z bronią w ręku, niż żyć na kolanach?

Czy miałbyś w sobie siłę wyklętych żołnierzy,

By jak oni, do końca, w wolną Polskę wierzyć?

 

Przykład szedł od praojców, spod Wiednia, Grunwaldu, Przekazywany w księgach, klechdach, pieśniach bardów. Stąd czerpało się mądrość, prawość i odwagę,

Respekt dla rzeczy ważnych. Odpór na zniewagi.

 

Cóż, inne mamy czasy, inne obyczaje,

Innych rzeczy nas uczą ci, co władzę mają...

„Polskość to nienormalność”... Któż chce być wariatem? Łatwiej płynie się z prądem, niż na przekór światu. Lepiej brać niźli dawać. Tańczyć, niż pracować.

 

Ważne dziś! Kto tam jutrem będzie się przejmował... Młyny boskie czas mielą powoli, rozważnie;

Z ziarna chleb będzie przedni, plewy spoczną na dnie. Życie ukarze srogo tchórzliwych i słabych - Los rachunek wystawi za czas ich zabawy...

 

Wiecie, w czym pradziadowie lepsi byli od nas?

Oni wygrać umieli. My wolim się poddać...

Oni patrzyli dalej. My - na siebie tylko...

 

Biada tym, co dziś żyją ułudą i chwilką,

Bowiem od zwierząt głupsi (te o młode dbają!),

Znikną stąd bezpamiętnie. Tu mocni wygrają.

 

Grzegorz Lewkowicz „POCIĄG DO DEMOKRACJI”

 

Tekst ukazał się w 1991 roku w „KARUZELI”

w jednym z ostatnich numerów pisma Nr.-12/1991 r.

Tygodnik wkrótce zamknięto!

Czy coś się od tamtych czasów zmieniło?

 

Halo!, Uwaga! – Dziś z naszej stacji,

odjedzie pociąg do Demokracji!

Pięćdziesiąt lat jest już opóźniony,

od dzisiaj będzie, więc przyśpieszony.

Nowa ekipa na kierownika,

wczoraj wybrała eks-elektryka.

Bo on najwięcej na ich zebraniu,

mówił załodze o przyśpieszaniu.

Potem w efekcie wolnych wyborów,

wybrano chętnych na konduktorów.

Dziś, jeszcze w „Warsie” mają uradzić,

kto elektrowóz będzie prowadzić.

 

Nowa ekipa wciąż dyskutuje...

-do Demokracji, podróż kosztuje!

Więc na początek trzeba niestety,

zrobić podwyżkę cen na bilety.

Mimo to ludzie walą do kasy,

gdzie się podróżnych dzieli na klasy.

Miarą wartości w duchu odnowy,

jest dla podróżnych stan majątkowy.

Wagon jedynki jest w rezerwacji,

nomenklaturze do Demokracji.

Tam są wygodne, miękkie siedzenia,

bo oni mają przyzwyczajenia.

Zbiła majątek na naszych stacjach,

ta powojenna „arystokracja”.

Stać więc na bilet ich pierwszej klasy,

Do Demokracji jadą na wczasy.

 

Następny wagon, też luksusowy,

zajęli twórcy naszej odnowy.

Ci co walczyli, burzyli mury...

- dziś nowe tworzą nomenklatury.

Choć Demokracja była ich celem,

sami zajęli miękkie fotele.

O lepsze miejsca waśnie powstały,

więc podzielili się na przedziały.

Choć solidarni byli w komunie,

dziś, nowe tworzą partie i unie.

Największy problem, że te wagony,

będą jechały w odwrotne strony!.

 

Także zajęte są już niestety,

wszystkie sypialne oraz kuszety.

Kto w nich pojedzie? –nie ujawniono,

lecz się domyślam, że ścisłe grono.

Drugie zaś klasy są wykupione,

przez liczne spółki ograniczone:

-firmy, wenczery i świat biznesu,

z kontami w bankach ludzi sukcesu.

Do Demokracji z dużym bagażem,

w tej klasie jadą dawni cinkciarze.

Na wolne miejsca mają nadzieję,

drobni handlarze oraz złodzieje.

Kasjer bilety ludziom rozdziela,

dokładnie mierząc grubość portfela.

Tu nie ma miejsca dla przeciętniackich,

bo to jest klasa nowobogackich.

A jeszcze wczoraj rzecznik prasowy,

twierdził, że pociąg jest bezklasowy.

 

Co mają robić zaś biednych masy?

w pociągu nie ma już trzeciej klasy.

Dla nich wagony są towarowe,

a także ciuchcie wąskotorowe.

Zaś emeryci, których jest wiele,

co mają jeszcze stare portfele,

wraz z rencistami mają najgorzej.

Ich wagon stoi na bocznym torze.

Miejsce w pociągu się nie należy,

dla uprawnionych oraz młodzieży.

Nowa ustawa w duchu odnowy,

ma zlikwidować bilet ulgowy.

A więc Rodaku! – gdy masz ochotę,

do Demokracji idź na piechotę!.

 

1. Warto było czekać

Słowa: J. Kaczmarek, 1995

 

Taka stanu naszego jest racja
Taki pochód odwiecznej niedoli
Że rodząca się nam demokracja
W stan anarchii przechodzi powoli
Kłamstwo w pełnej obmierzłej goliźnie
Liczba oszczerstw się dwoi i troi
Bo dziś Polak w swej wolnej ojczyźnie
Się zupełnie nikogo nie boi

Warto było czekać na te piękne czasy
I na własne oczy cuda te zobaczyć
Aż z uciechy westchnął osłupiały świat
Warto było czekać klepiąc biedę tyle lat

Dziś cwaniactwo w najlepszej jest modzie
Zaś uczciwość wdeptana jest w błoto
Duch upada w zmęczonym narodzie
Każdy szwindel najwyższą jest cnotą
Ci z zachodu się jawnie z nas śmieją
Wschód nas straszy wciąż Moskwą Pietuszki
A my wciąż owładnięci nadzieją
Że na wierzbach wyrosną nam gruszki

Warto było czekać na te piękne czasy
I na własne oczy jaja te zobaczyć
Aż z uciechy westchnął osłupiały świat
Warto było czekać klepiąc biedę tyle lat

Jednym wciąż bezpieczeństwa brakuje
Innym ciągle brakuje pieniędzy
W krajobrazie zaś wciąż dominuje
Las kominów bogactwa i nędzy
I gdy czasem po cichu sumuję
Z perspektywy nadzieje i lęki
Powiem Państwu, że mnie denerwuje
Dziarski refren tej starej piosenki

Warto było czekać na te piękne czasy
I na własne oczy cuda te zobaczyć
By kolejne cuda mógł podziwiać świat.
Ja tam mogę biedę klepać jeszcze wiele lat
 

 

2. Refleksje niepodległościowe

 

Niepokoi mnie to, co dzisiaj dzieje się w Ojczyźnie. Obchodzimy oto 90 rocznicę odzyskania niepodległości, a kłótnie i swary nie ustają. Mamy wyraźnie dwa ośrodki polityczne. Jeden rządowy, drugi prezydencki – jak ogień z wodą, nie do pogodzenia.

 

Ale nie najbardziej mnie martwi to, że się kłócą, wszak politycy kłócić się muszą, bo to ich zawód. Rzecz idzie o przedmiot kłótni. W nim upatruję całego zła, którego jak na razie społeczeństwo zdaje się nie dostrzegać.

 

Mamy oto dwie koncepcje rozwoju Polski. Jedną, nastawioną na szybkie dotrzymanie kroku,

a raczej przyspieszenie i dołączenie do starej 15-tki unijnej. I drugi, zmierzający też w tym kierunku, ale uwzględniający interes ogólnospołeczny.

 

Pierwszy z tych poglądów usiłuje za wszelką cenę i wbrew zdrowemu rozsądkowi, przekonać naród o jedynie słusznej drodze, o nieomylności opartej w gruncie rzeczy na cwaniackim oszustwie, zmierzającym do tego, aby bogaci byli jeszcze bardziej bogaci, a biedni jeszcze bardziej biedni.

 

Wizualna, medialnie poprawa sytuacji gospodarczej w Polsce, jaka zaistniała w ciągu ostatnich blisko 20 lat pokazuje, że naród chce uwierzyć w cuda, chociaż każdy prywatnie ma ugruntowane zdanie na ten temat – cudów nie ma, a nawet jeśli są, to zdarzają się nad Wisłą rzadko, ostatnio w 1921 roku.

 

Z psychologicznego punktu widzenia człowiek jest jednak bardziej skłonny wierzyć w nadchodzący powszechny dobrobyt, aniżeli w żmudną jednostajnie pracę, prowadzącą po dziesięcioleciach do namacalnego efektu.

 

Przekonanie o zbliżającym się powszechnie dobrobycie jest dodatkowo podsycane konkretnymi przykładami państw, które taki dobrobyt dość szybko osiągnęły i tutaj od razu serwuje się nam jako przykład, Irlandię, choć kraj ten w żadnej mierze nie może być do Polski przyrównywany.

 

Istotnym aspektem psychologiczno-medialnym jest także historyczne przekonanie, że skoro Polacy walczyli zawsze za wolność waszą i naszą, to inne narody powinny o tym pamiętać

i w drodze swoistego rewanżu, pozwolić nam osiągnąć upragniony pułap dobrobytu.

 

Rozumowanie to jest prawdziwe w połowie. Rzeczywiście, rodacy udzielali się militarnie bodaj wszędzie tam, gdzie przyszło im egzystować. Z tego faktu nie wynikają jednak żadne realne przesłanki, dające podstawę choćby do złudzeń o dobrobycie. Ale, przyjemnie jest pomarzyć.

 

Dobrobyt nie powstaje szybko, trzeba go wypracować przez dziesięciolecia. Tak się składa,

że na naszej kuli ziemskiej, w polityce gospodarczej nikt nikomu, niczego za darmo nie daje

i to jest aksjomatyczne stwierdzenie, o którym trzeba pamiętać rozmawiając o poprawie sytuacji gospodarczej w Polsce.

 

Nie takie potęgi gospodarcze, jak Polska mają poważne problemy, trudne do skutecznego uregulowania. Wystarczy wskazać choćby Stany Zjednoczone, gdzie Barakowi Obamie przyjdzie sprostać oczekiwaniom społecznym nastawionym na poprawę sytuacji w skali właśnie ogólnospołecznej. Czy mu się to uda, trudno dzisiaj wyrokować.

 

Skala porównań potencjału gospodarczego między USA a Polską jest na tyle widoczna, że być może tym skrajnym optymistom przemówi do rozsądku. Mam nadzieję, że naród zrozumie,

iż dobrobytu nie buduje się w 20 lat, co naocznie pokazało dwudziestolecie międzywojenne.

 

Dobrobyt wypracowuje się żmudną systematycznie pracą trwającą przez całe pokolenia, toteż dzisiaj nam nawet trudno wskazać, które z kolei pokolenie dożyje ewentualnie takiego stanu rzeczy. Jedno jest pewne. Łatwo jest zniszczyć istniejący potencjał gospodarczy, błędną polityką.

 

Na to mamy historyczne dowody. Ostatnio w TVN 24 słyszałem wypowiedzi R. Gwiazdowskiego, który przyczyny upadku XVI wiecznej potęgi gospodarczej Rzeczypospolitej upatrywał w kolejnych nadaniach przywilejów gospodarczych klasom niższym (sic).

Jeśli w mediach przyjmujemy za dobrą monetę wypowiedzi takich pseudoznawców historii,

to oznacza, że pozwalamy się wodzić za nos.

 

W podręcznikach historii łatwo można znaleźć fakty potwierdzające, że Zygmunt Stary swoimi 4 edyktami zniszczył warstwę chłopską, doprowadzając w efekcie do przypisania chłopa do ziemi. I tak od 1518 r. chłop podlega tylko sądownictwu swego pana. Od 1520 r. ziemia przestaje być własnością chłopa. Od 1532 r. zabroniono chłopu opuszczania wsi bez zezwolenia pana, a od 1543 r. odebrano chłopu możliwość wykupienia ziemi.

 

Jak znam historię, to powód stopniowego upadku Rzeczypospolitej szlacheckiej brał się ze złych, słabych rządów i polityki, zmierzającej do osłabienia organizmu państwowego,

a w szczególności jego militarnej obronności. Jagiellonów nie było stać na stworzenie

zawodowej armii, która broniłaby ówczesnej potęgi gospodarczej i to był główny powód jej upadku.

 

Zawierano błędne umowy międzynarodowe, nastawione na krótkotrwałe zyski, a wrogowie tylko zacierali ręce. Tym sposobem Jagiellonowie pozbyli się korony węgierskiej, czy czeskiej. Nie prowadzono realnej polityki obronnej Ojczyzny, nie było żadnego racjonalnego systemu militarnego, mimo że nasz kraj stać było na stworzenie zawodowej armii.

 

Sojusze pseudomilitarne i walki w obronie honoru, czy korony monarchy, charakterystyczne dla Wazów, doprowadziły, jak po równi pochyłej, do katastrofy militarnej i gospodarczej.

A później, kraju nie było już ekonomicznie stać na taki wysiłek, aby stworzyć ramy militarnej obrony i dlatego ulegaliśmy w kolejnych wojnach.

 

Przeciwnicy, dostrzegając naszą słabość, tworzyli antypolskie sojusze i systematycznie niszczyli nasz kraj, doprowadzając w końcu do jego rozbiorów. Słowem, miałeś chamie złoty róg, ostał ci się ino sznur…jak trafnie pisał Wyspiański.

 

Dzisiaj, ów złoty róg widzimy w pewnej perspektywie. Rzecz polega na tym, aby w pogoni za iluzorycznym, błyskawicznym dobrobytem, nie zagubić tych wartości ogólnospołecznych, które umacniają społeczeństwo, czyniąc go bardziej spójnym i odpornym na ewentualne przeciwności losu.

 

Współcześnie to państwo jest bogate, którego obywatele mają dużo pieniędzy w skali powszechnego i zrównoważonego dobrobytu. Tam, gdzie istnieją skrajne różnice materialne, tam mamy do czynienia z rządami pieniądza, z wykorzystywaniem jednych przez drugich,

z żerowaniem wręcz na uczciwej pracy i niestety taką sytuację odnotowujemy w Polsce.

 

Sen o potędze gospodarczej, przemienił naszych polityków w głupców, którzy nie potrafią perspektywicznie spojrzeć na rozwój gospodarczy, lecz wykorzystują media do wmawiania społeczeństwu rzekomych zysków, podczas gdy w rzeczywistości myślą jedynie o ugruntowaniu własnej pozycji i zachowaniu status quo.

 

Stworzony system polityczno-gospodarczy coraz bardziej wykazuje, iż chroni tych, którzy

w formie różnych przekrętów i innych nieuczciwości uwłaszczyli się na społeczeństwie

i usiłują swoją przewagę utrzymać. Hasła solidaryzmu, uczciwości, rzetelności widnieją jedynie na sztandarach i gadżetach wyborczych, mając za zadanie totalne oszustwo.

 

Spuścizna po Janie Pawle II, który w 1999 r. przestrzegał polityków w Sejmie przed błędną polityką, niedostrzegającą wartości pracy ludzkiej, pomijającej podstawowe wartości, na których buduje się uczciwe społeczeństwo, gdzieś przepadła, będąc jedynie wykorzystywaną fasadowo dla celów wszelkich uroczystości, rocznic etc., i nie mając z praktyką wiele wspólnego.

 

Dzisiaj, w żywotnych sprawach wkraczamy w rozwiązania sprawdzone w innych krajach jako błędne, wmawiając społeczeństwu rzekomą poprawę istniejącej sytuacji. Klasycznym przykładem jest reforma służby zdrowia, która niestety zmierza do kolejnego przekrętu

i oszukania społeczeństwa.

 

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że nasza służba zdrowia, zwłaszcza ta szpitalna, dysponuje bardzo bogatym systemem urządzeń medycznych, stanowiących obecnie własność ogólnospołeczną. Tymczasem rządzący przymierzają się do reformy, mającej na celu wyprzedaż za bezcen tych urządzeń i stworzenie systemu służby zdrowia krytykowanego powszechnie w Stanach Zjednoczonych.

 

Przekręt polega na tym, że w ramach reformy przewiduje się, iż prawa ekonomiczne będą decydowały o statusie gospodarczym danego szpitala. Jeśli braknie środków finansowych

i szpital stanie na skraju bankructwa, wówczas jego mienie będzie sprzedawane za bezcen, czasami być może za przysłowiową złotówkę.

 

O to chodzi klanom ordynatorów, którzy tym sposobem chcą przejąć mienie ogólnospołeczne

i tworząc prywatne jednostki służby zdrowia, dyktować warunki w ochronie zdrowia. Tymczasem reforma służby zdrowia powinna zmierzać w innym kierunku, zresztą zapowiadanym wcześniej przez samych rządzących.

 

Po pierwsze, zachodzi pytanie dlaczego nie wprowadzono karty informatycznej pacjenta, celem uszczelnienia systemu służby zdrowia? Był to przecież pomysł zapowiadany w wyborach przez PO.

 

Po drugie, dlaczego w ramach restrukturyzacji służby zdrowia nie przewiduje się powstawania spółek pracowniczych, a zatem rozwiązania, w ramach którego wszyscy pracownicy służby zdrowia partycypowaliby w przejmowaniu owego pokaźnego wcale mienia.

 

Dlaczego kolejny raz zmierza się do uwłaszczenia grupki osób, kosztem całego społeczeństwa, albo przynajmniej kosztem innych pracowników zatrudnionych w służbie zdrowia, tworząc w ten sposób już na starcie reformy antagonistyczne z ekonomicznego punktu widzenia stosunki?

 

Służba zdrowia należy do sfery szczególnie delikatnej, toteż każdy rodak musi sobie sam na te pytania odpowiedzieć. Odpowiedzi te mogą w istotny sposób rzutować na akceptację reformy, bądź jej brak. Niestety, obecne rządy nie starają się nawet tworzyć jakiejkolwiek polityki informacyjnej, poza znanymi ściągami dla parlamentarzystów…

 

Nie tłumaczy się społeczeństwu istotnych zjawisk gospodarczych. Nie wyjaśnia się istoty np. plusów i minusów przejścia na euro. Słowem, polityka informacyjna praktycznie nie istnieje. Społeczeństwo, dzisiaj uśpione cudownymi hasłami, jutro zapewne się obudzi, oby nie w krytycznej sytuacji.

 

Nie wyjaśnia się problemów związanych z obronnością kraju, z sojuszami militarnymi, nie przypomina o historii własnej w tym zakresie. Forsowana jest natomiast, w postaci niemal aksjomatu, teza o tym, że nasza sytuacja militarna jest korzystna w związku z członkostwem

w Unii Europejskiej i dlatego nic nam nie grozi.

 

Niestety, jest to naiwna polityka. W sojuszach traktaty, papierowe zapewnienia, mają wartość najwyżej papieru, na którym zostały sporządzone. Bezpieczeństwo militarne zapewnia się przez traktaty gwarantujące stronom realne zainteresowanie każdej z nich we wspólnych przedsięwzięciach obronnych. Takim przykładem była unia polsko-litewska, która tylko dlatego przetrwała przez wiele wieków.

 

Podpisywane traktaty, to świstki papieru niczego realnego nie przynoszące, o czym mogliśmy się wielokrotnie przekonać, choćby przed II wojną światową a także tuż po jej zakończeniu. Polska nie posiadała żadnego waloru gospodarczego, czy militarnego i dlatego została haniebnie sprzedana, przede wszystkim z powodu tchórzostwa aliantów, którzy odczuli to później w skutkach na własnej skórze.

 

Powtórka nastąpiła jednak po II wojnie światowej, kiedy to alianci ponownie sprzedali tych, którzy walczyli za ich i swoją wolność. W polityce, zwłaszcza militarnej, liczy się bowiem obopólna realna korzyść, a nie traktatowe zapewnienia.

 

Podobnie rzecz wygląda z naszą przynależnością do NATO, czy też Unii Europejskiej. Nie sądzę, aby kluczowe państwa Unii chciały walczyć za Polskę na wypadek agresji na nasz kraj. W zależności od rozwoju sytuacji, skończyłoby się na protestach dyplomatycznych i sankcjach gospodarczych.

 

Z tego powodu, realne bezpieczeństwo zapewnić nam może jedynie układ militarny o charakterze wzajemnych korzyści, a taki charakter posiada budowa tarczy amerykańskiej

w Polsce. Czesi to doskonale pojęli, nasi mędrcy polityczni jak na razie nie mogą zrozumieć prostych zależności, choć aktualnie rządzący uchodzą za super inteligentnych.

 

Pytanie tylko w jakim celu tę swoją inteligencję wykorzystują? Na razie cała para idzie

w gwizdek. No może niezupełnie. Cała moc ich umysłu nastawiona jest na totalną medialną krytykę Prezydenta i jego poczynań. Postaci, która w swoich poczynaniach wykazuje wierność dla wartości i poszanowania całego społeczeństwa.

 

To się niestety dorobkiewiczom – nuworyszom nie podoba. Oponuje L. Wałęsa, wymyślając Prezydentowi od kurzego móżdżku etc. a następnie on i inni dziwią się, że głowa państwa nie zaprasza go na uroczystości 90-lecia.

 

Słusznie czyni Prezydent. Trudno akceptować postawę, w myśl której ktoś pluje na Prezydenta RP, a ten udaje, że deszcz pada… W tym miejscu oczywiście od razu odróżnię krytykę od wszelkich odmian obrazy. Na krytykę każdy polityk musi być przygotowany, ale obrażać głowy państwa nie wolno.

 

Osobiście nie byłem zwolennikiem A. Kwaśniewskiego i oceniam go bardzo krytycznie. Nie zmienia to jednak faktu, iż był on Prezydentem wybranym w powszechnych demokratycznych wyborach i z tej racji należał mu szacunek odpowiedni dla głowy państwa.

 

Można było wówczas i można teraz b. Prezydenta krytykować ogólnie dopuszczalnymi, kulturalnymi zwrotami, ale nie wolno go obrażać, bo tym sposobem podważa się podstawy demokratycznego państwa polskiego.

 

Tu już nie chodzi o czczą gadaninę polityczną, tu idzie o honor i godność przynależną głowie demokratycznego państwa. Jeśli ktoś tego nie rozumie, jak L. Wałęsa, to podcina zaufanie przynależne przywódcy przewrotu politycznego w Polsce. Tym sposobem sam sobie wystawia skrajnie złe świadectwo, nie mówiąc już o zaniku etycznego uzasadnienia dla jego wykładów zagranicznych.

 

Choć obce mi są poglądy A. Kwaśniewskiego, to z tego punktu widzenia muszę przyznać,

że jego postawa zasługuje na akceptację, gdyż zachowuje się krytycznie wobec obecnego Prezydenta, ale ta krytyka mieści się w granicach parlamentarnych i nie stanowi tym samym obrazy.

 

Trudno w tych kategoriach w ogóle oceniać Niesiołowskiego, czy Palikota, zionących wręcz wulgarnymi słowami pod adresem Prezydenta RP, gdyż ich zachowaniem powinien się z urzędu zajmować wyłącznie prokurator.

 

Fakt, iż wskazani politycy funkcjonują bez przeszkód nadal w parlamencie, świadczy o jego totalnym schamieniu, o fasadowej, wyłącznie od święta używanej uczciwości i poczuciu honoru, co niestety źle wróży Rzeczypospolitej, tym bardziej, że ten styl postępowania jest medialnie rozgłaszany i z pozytywnym akcentem upowszechniany.

 

A jeśli ktoś przyrównuje L. Wałęsę do J. Piłsudskiego, to przypomnę, że marszałek walczył

z demokratyczną władzą, bo uważał ją w maju 1926 r. za szkodliwą dla Polski i miał rację.

 

Nie zdarzyło mu się jednak ubliżać publicznie Prezydentowi RP i to jest, w tym zakresie, taka mała godnościowa różnica między tymi przywódcami, która zdecydowanie pokazuje,

że J. Piłsudskiemu – żołnierzowi – honor nie był obcy.

 

Kraków, dnia 4 czerwca 2009 r.

Karabeusz

 

 

3. O generale Jaruzelskim

 

Rocznica 13 grudnia 1981 r. sprawia, że media donoszą o następnych rewelacjach na temat stanu wojennego. IPN wyjmuje z sejfu kolejne wersje minionej historii, a media szukające sensacji odwracają naszą uwagę od dzisiejszych ważnych dla nas spraw, w tym afer jakimi jest przesiąknięta III RP.

 

Nie tak dawno mieliśmy rzekome rewelacja na temat b. Prezydenta A. Kwaśniewskiego. IPN znalazł kolejne dowody na to, że on był „Alkiem”, tymczasem fakt ten został potwierdzony w prawomocnym wyroku lustracyjnym, tyle , że sąd nie stwierdził działalności „Alka”, ale co do rejestracji nie miał żadnych wątpliwości.

 

Puszczanie takich kaczek dziennikarskich ma wyraźnie na celu odwrócenie naszej uwagi od teraźniejszości. Historyczne ciągoty zarzucano PiS-owi, tymczasem Platforma robi zupełnie to samo. Podgrzewa atmosferę w kierunku jałowych dyskusji, aby odsunąć tę uwagę opinii publicznej od rzeczywistych zdarzeń i przekroju swoich rządów, należących do kompletnej kompromitacji.

 

Tego typu propaganda medialna znana jest od starożytności i była jak wiemy skutecznie wykorzystywana przez wszelkie reżymy, czy to nazistowskie, czy komunistyczne, nie wykluczając burżuazyjnych, jak widać w metodach tych PO dobrze się czuje.

 

Analizując rząd Platformy z perspektywy dwóch lat, jedno bowiem trzeba przyznać, że nic im tak nie wychodzi jak skuteczna, ogłupiająca naród propaganda i robienie dobrej miny do złej gry, a szef partii D. Tusk wręcz jest klasycznym przykładem takich umiejętności.

 

W tych arkanach naród niewolony od 1696 r., czyli od śmierci ostatniego wybranego przez Polaków króla Jana II Sobieskiego, nie nauczył się demokracji i rzecz jasna nie rozumie ani pojęcia polityki ani metod, przy pomocy których rządzący robią mu z mózgu wodę i zapewne jeszcze długo tego nie pojmie.

 

Przyczyna jest prosta – czego się Jaś nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał. W naszym obowiązkowym szkolnictwie nie uczy się abc demokracji. Media publiczne nie realizują swojej roli edukacyjnej, wobec tego trudno się dziwić, że społeczeństwo jako masa niczego nie rozumie.

 

Rządzący nie są zainteresowani edukacją społeczeństwa, bo owo wykształcenie mogłoby spowodować, że w swojej przeważającej masie suweren zorientowałby się, że jest robiony „w konia” i doszłoby do kolejnego sierpnia 1980 r.(?), a przed tym drżą nie tylko najbogatsi przekrętowicze.

 

W celu zajęcia czymś społeczeństwa, aby nie przychodziły mu do głowy tego typu głupie dla rządzących pomysły, co rusz puszcza się do mediów kolejne rewelacje, które nie mają żadnego istotnego znaczenia dla rzeczywistości ale celują w charakter typowego Polaka, który za grosz nie zna się na rzeczywistych meandrach politycznych, ale politykować lubi na co dzień i uchodzić do tego za wielkiego znawcę tej dziedziny.

 

Platforma wykorzystuje więc po mistrzowsku ową wodę na swój młyn i dlatego co chwilę słyszymy o kolejnych rewelacjach, dotyczących najważniejszych postaci w państwie, czy to współczesnych czy to już minionych, głęboko emerytalnych jak w przypadku generała W. Jaruzelskiego.

 

Jeszcze wcześniej, ale już po tegorocznych wakacjach mieliśmy propagandowa kaczkę dziennikarską dotyczącą b. Prezydenta L. Wałesy, która miała na celu tak samo odwrócenie uwagi opinii publicznej i podgrzanie sporów na temat tej kontrowersyjnej postaci, w świetle opublikowanych rewelacji.

 

Znajomość polityki jest niestety zupełnie obca większości Polaków, którzy podejmują dyskusję na ten temat. Czasami mam takie wrażenie, że nawet profesjonaliści wykazują ogromne błędy, które pozwalają na postawienie zasadnej tezy o ich dyletanckim rzeczywistym wykształceniu.

 

Nie jestem i nigdy nie byłam zwolenniczką generała W. Jaruzelskiego, którego obarczam w naturalny sposób odpowiedzialnością za skutki wprowadzonego stanu wojennego. Mam do niego pretensje nie o stan wojenny ale o to, że nie zadbał, aby nie doszło do tylu ofiar śmiertelnych, do męczeństwa księdza Popiełuszki itd.

 

Ocenę zasadności wprowadzenia stanu wojennego pozostawiam historykom, wśród których w świetle obecnie dostępnych źródeł historycznych, jak wiadomo zgody nie ma. Ze swej strony uważam, że rozmawiając na ten temat trzeba zdać sobie sprawę z realiów lat 80 XX wieku, a nie oceniać tamtejsze postaci ze współczesnej perspektywy, bo taka ocena na pewno uczciwą nie będzie.

 

Trzeba przede wszystkim zdać sobie sprawę, oceniając okres przed wprowadzeniem stanu wojennego, że byliśmy po rządami doktryny Breżniewa, który wykluczał jakąkolwiek możliwość demokratyzacji w państwach Układu Warszawskiego.

 

Tworząc po II wojnie światowej porządek wschodni, Związek Radziecki zadbał skutecznie o to, aby jego sojusznicy byli ściśle od niego zależni tak gospodarczo jak i przede wszystkim militarnie. Jeżeli komuś dzisiaj się śni, że w 1981 r. nasze Ludowe Wojsko Polskie mogło się opowiedzieć za demokratyzacją i walczyć z reżymem komunistycznym to jest niespełna rozumu.

 

W Polsce stacjonowało ponad milion żołnierzy radzieckich rozlokowanych w różnych miejscach. Wojsko Polskie było podporządkowane dowódcom radzieckim i dostęp do broni był dla nas z tego powodu realnie ograniczony, żeby nie powiedzieć niemożliwy.

 

Dzisiaj ludzie pozbawieni wiedzy z tamtych lat, albo już chyba kompletnie sklerotyczni, usiłują z generała Jaruzelskiego czynić rzekomego zdrajcę wprowadzającego stan wojenny, uważając, że ten generał mógł się stać np. współczesnym może Kościuszką?

 

Niepoprawni optymiści nie znający zupełnie realiów są zaślepieni w jakiejś skrajnej nienawiści. Dyskusje prowadzi się o tym, czy Rosjanie weszliby do Polski w razie, gdyby nie wprowadzono stanu wojennego. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że Rosjanie nie potrzebowali do nas wkraczać, bo stacjonowało tutaj ponad milion ich żołnierzy, zaś doktryna Breżniewa nie dopuszczała jakiejkolwiek możliwości zmian.

 

Domorośli historycy usiłują porównywać sytuację w Polsce z wkroczeniem wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji w 1968 r., czym niestety wykazują kompletną indolencję polityczną. Doktryna Breżniewa wykluczała możliwość demokratyzacji, którą chciał przeprowadzić nawet bez zmiany ustroju Dubczek.

 

Wkroczenie oficjalne do Czechosłowacji nie było aktem niezbędnym do jej zachowania w gronie Układu Warszawskiego i bloku socjalistycznego. Związek Radziecki mógł nie dopuścić do jakichkolwiek zmian bez m.in. naszej pomocy. Rzecz w tym, że formalnie udzielona pomoc towarzyszom czechosłowackim na ich wniosek lepiej brzmiała w polityce międzynarodowej.

 

Gdyby natomiast Gomułka i przywódcy innych państw bloku wschodniego nie zgodzili się na militarne wkroczenie do Czechosłowacji, Związek Radziecki sam uporałby się z Dubczekiem i jego kamratami np. przy pomocy swoich służb specjalnych. Znaleziono by np. jego zwłoki i podano komunikat o nieznanych sprawcach mordu przywódcy Czechosłowacji, z całym zachowaniem żałoby i hipokrytycznego oburzenia.

 

Nie jest wykluczone, na razie IPN na ten temat milczy, że taki los spotkał B. Bieruta, który nieopacznie zapytał przywódcę radzieckiego o losy naszych żołnierzy z Katynia – jak wiadomo B. Bierut wrócił z wizyty w Moskwy w trumnie…

 

Nasz wschodni brat, co złapał w swoje łapy łatwo nie wypuszczał, a pamiętliwość i możliwości jego służb specjalnych wykraczały daleko poza teren nawet bloku wschodniego. Wystarczy przypomnieć historię śmierci przebywającego najpierw w USA a potem w Meksyku b. ministra spraw zagranicznych Rosji L. Trockiego, którego poza granicami ZSRR ścigała i dosięgła mściwość Stalina.

 

Mrzonki na temat jakiejkolwiek demokratyzacji przed procesem pierestrojki w ZSRR trzeba oczywiście między bajki włożyć. Okrągły późniejszy stół w latach panowania Breżniewa a nawet jego następców czyli Andropowa i Czernienki był po prostu nie do pomyślenia, i jeśli komuś się coś takiego w umyśle roi, to jest kompletnym dyletantem w omawianej dziedzinie.

 

Mało tego, nawet w pierwszych latach rządów M. Gorbaczowa czyli od 1985 r. było to jeszcze niemożliwe. Musiało natomiast upłynąć parę lat pierestrojki, aby określona odwilż w ZSRR pozwoliła na pewien jedynie zakres demokratyzacji.

 

Tak więc to nie sam Związek Zawodowy „Solidarność” spowodował zmiany w Europie, ale wiele równolegle występujących zjawisk społeczno-polityczno-gospodarczych. Bez człowieka pokroju M. Gorbaczowa niewątpliwe takich zmian nie byłoby. Bez naszego papieża Jana Pawła II pewnie też nie, ale i przywódca „Solidarności” L. Wałęsa ma w tym oczywiście także swój znaczący udział.

 

Generał W. Jaruzelski rządził w Polsce w określonych uwarunkowaniach politycznych i tylko na tle tych uwarunkowań, uczciwie wolno go oceniać. Osobiście nie chciałabym aby generał był współczesnym Kościuszką, gdyż każdy nierozważny krok z jego strony w owym czasie skończyłby się Maciejowicami…

 

W 1989 r. mieliśmy już inną zgoła sytuację polityczną, która pozwalała na to, aby dopuścić elementy demokratyzacji w krajach bloku wschodniego i pewna zasługa ówcześnie rządzących władz komunistycznych niewątpliwie polega na tym, że doprowadziły do powstania okrągłego stołu.

 

Nie można oczywiście W. Jaruzelskiemu i innym ówczesnym dygnitarzom partyjnym przypisywać specjalnych zasług w tym zakresie, gdyż niewątpliwie większe zasługi należą się L. Wałęsie walczącemu o niepodległą Polskę przez wiele lat.

 

Można różnie oceniać Okrągły Stół i jego skutki, ale trzeba pamiętać o tym, że W. Jaruzelski był tam praktycznie ustępującym dygnitarzem poprzedniego systemu i on bez wątpienia nie walczył o żadne swoje przywileje.

 

O apanaże i interesy walczyli natomiast inni komuniści, którzy chcieli spaść w Polsce niepodległej i demokratycznej jak kot na cztery łapy... To nie W. Jaruzelski jest twórcą obecnej Konstytucji ale inny postkomunista A. Kwaśniewski.

 

On to bowiem jako przewodniczący Komisji Konstytucyjnej Sejmu wolnej Polski doprowadził do uchwalenia systemu demokratycznego dającego kompletną bezkarność tym, którzy powinni odpowiadać za swoje czyny współcześnie.

 

Jeśli bowiem usuwa się legalną, wiążącą wykładnię prawa, którą w latach 1986-1997 posiadał w swoim ręku Trybunał Konstytucyjny, to oznacza, że dąży się do powszechnego bezładu, braku odpowiedzialności za wszelkie niegodziwości, w tym afery gospodarcze i prawo traktuje się instrumentalnie jako narzędzie polityki służące rządzącym a nie narodowi.

 

To ci postkomuniści, wspólnie z kupionymi działaczami szeroko pojętego ruchu solidarnościowego pod płaszczykiem pełnej demokratyzacji doprowadzili w Polsce do kompletnej bezkarności, do tego, że sądy nie mogą poradzić sobie z dość jasnymi aferami.

 

Do tego, że skutki działań reżymowych i czysto kryminalnych ówczesnych notabli, a także współczesnych nuworyszów przekrętowiczów uchodzą bezkarnie. Do tego, że ludzie ideowi, kierujący się rzeczywistym dobrem Polski są zohydzani narodowi, aby czasem nie wybrał ich do władzy celem zrobienia porządku.

 

Z tym wszystkim, co obecnie się dzieje w Polsce, w której de facto rządzi garstka dorobkiewiczów nuworyszów i dobrze ustawieni postkomunistyczni dygnitarze – czyli praktycznie znikomy procent społeczeństwa, ma się znacznie lepiej od tych, którzy cierpieli w czasach komunistycznych i walczyli o demokrację.

 

Ale z tym wszystkim generał W. Jaruzelski będący od dawna na emeryturze nie ma nic wspólnego. To nie on przyczynił się do postępującego obecnie zubożenia znacznej części społeczeństwa polskiego i do ogromnego rozdźwięku między najbogatszymi a najbiedniejszymi, których z roku na rok niestety przybywa.

 

Puszczanie więc medialne tego typu kaczek dziennikarskich, mających przykryć to, co realnie sprawia, że sytuacja prawna przeciętnego pracownika w Polsce ulega systematycznie pogorszeniu jest zwykła nieuczciwością.

 

Kraków, dnia 13 grudnia 2009 r.

Maria Schumann