Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” w Sanoku

2015.05.28

Konkurs 15 rozstrzygnięty

28.05.2015 r.

Sprawozdanie

Konkurs 15 na temat: 

II Wojna Światowa w powiecie sanockim – 70 rocznica jej zakończenia” nie zainteresował zbyt wielu uczniów.

Celem konkursu było:

  • opisanie losów, przeżyć oraz warunków bytowych mieszkańców naszego powiatu w latach 1939-1945 (osób, rodzin, miejscowości),
  • uświadomienie ogromu tragedii i trudności rodzin w okresie okupacji,
  • kształtowanie postaw patriotycznych.

W dniu 8 maja 2015 r. wpłynęło tylko 2 prace, ale dobrze opracowane.

Autorzy poświęcili dużo czasu aby zebrać, uporządkować i przedstawić temat w przystępnej formie.

Zarząd TG „Sokół” w Sanoku w dniu 22.05.2015 r. , po zapoznaniu się z pracami ogłosił następującą decyzję:

Obydwaj uczestnicy uznani zostali za zwycięzców w swoich grupach:

Bartosz Bąk – Gimnazjum w Zagórzu – nauczyciel-opiekun: mgr Maria Wańcowiat

Jakub Przystasz – II LO w Sanoku

Obydwaj otrzymują dyplomy i nagrody pieniężne po 300 zł.

Nagrody wręczone zostały 28.05.2015 r. w lokalu „Sokoła”.

Bronisław Kielar

 

 

Zagórz, 28.05.2015 r.

Praca 1

Bartosz Bąk – Gimnazjum w Zagórzu – nauczyciel-opiekun: mgr Maria Wańcowiat

Do napisania tej pracy skłoniły mnie wspomnienia o II wojnie światowej mojej babci, Ewy Kuczmy z domu Szczudlik, których słuchałem z zainteresowaniem od najmłodszych lat oraz pamiątki rodzinne z tego okresu. Opowieści babci na temat wydarzeń wojennych poszerzyłem o informacje z kilku publikacji.

Praca opisuje dzieje mojej rodziny ze szczególnym uwzględnieniem losów pradziadka, Ludwika Szczudlika oraz ciotecznego brata babci, Bolesława Czecha, którzy brali czynny udział w walce z Niemcami. Przedstawia także niektóre fakty z czasów okupacji dotyczące głównie Zagórza, miejscowości rodzinnej mojej babci.

Działania wojenne dotarły do Zagórza już 9 września 1939 roku, kiedy to niemieckie lotnictwo rozpoczęło bombardowanie zagórskiego węzła kolejowego i mostu. Dnia 10 września Wojsko Polskie musiało wycofać się na linię Uherce – Ustrzyki. Babcia miała wówczas trzy lata, dlatego dokładnie nie pamięta przebiegu zdarzeń z tamtego okresu. W jej pamięci utkwiły niektóre wydarzenia z późniejszych lat, a o niektórych dowiedziała się od swojej mamy, Julii Sczudlik z domu Balik. Choć była małym dzieckiem i wielu spraw nie rozumiała, to czuła, że dzieje się coś złego. Żyła w ciągłym strachu, gdyż często słyszała wybuchy bomb, wystrzały i warkot samolotów przelatujących nad ich domem. Bała się wychodzić na podwórko, najbezpieczniej czuła się w domu. Był to niewielki dom drewniany, który został wybudowany kilka lat przed wojną. Znajdowały się w nim dwa pokoje i kuchnia. Do domu wchodziło się przez mały ganeczek. Babcia nie miała zabawek poza szmacianą lalką, którą uszyła jej mama, gdyż była krawcową i nią najczęściej się bawiła. Czasami jeździła na rowerku pożyczanym od koleżanki Marylki, która mieszkała za płotem i była rówieśniczką babci. Dziewczynki bardzo się lubiły i zżyły się ze sobą, ponieważ babcia nie miała rodzeństwa. Do dzisiaj utrzymują kontakt, obecnie pani Maryla mieszka w Kielcach. Więcej dzieci w pobliżu nie było.

Zdj. 1

Ewa Kuczma z domu Szczudlik - pierwsze lata II Wojny Światowej

Lata okupacji były ciężkie dla wszystkich, brakowało żywności oraz odzieży. Latem babcia chodziła boso, ubrania szyła jej mama. Szyła też innym ludziom, co pozwalało jej zarobić trochę pieniędzy. Co prawda prababcia prowadziła niewielkie gospodarstwo, ale musiała część produktów rolnych oddawać na kontygent. Głównie żywili się mlekiem, ziemniakami oraz pieczonym w domu chlebem, o mięsie można było tylko pomarzyć. Bywało tak, że zamiast ziemniaków prababcia sadziła łupy, z których wyrastały tylko małe kartofelki. Babcia pamięta, że często przychodziły do nich nieznajome kobiety, były to mieszkanki Sanoka, które prosiły o sprzedanie im czegoś do jedzenia. Szczególnie utkwiła jej w pamięci jedna kobieta oferująca za żywność złoty pierścionek. Prababcia podzieliła się z nią jedzeniem, ale pierścionka nie przyjęła, a babcia będąc dzieckiem nie rozumiała dlaczego ona tak postąpiła. Prababci było wyjątkowo trudno, gdyż wówczas mieszkała tylko ze swoją starszą siostrą, Marią Balik i moją babcią. Sama musiała o wszystkim decydować, gdyż jej mąż, Ludwik Szczudlik prawie całą okupację spędził poza domem, ponieważ walczył z wrogiem. Swoją rodzinę odwiedzał rzadko. Mojej babci bardzo brakowało ojca i bardzo za nim tęskniła.

Z relacji babci wynika, że tuż przed dotarciem frontu do Zagórza w jej rodzinnym domu mieszczącym się obecnie przy ul. Kolberga, tj. między starym cmentarzem, wzgórzem klasztornym, a rzeką Osławą, zakwaterował się niemiecki oficer z adiutantem i radiostacją. Niemcy zajęli jeden pokój, natomiast babcia ze swoją mamą i ciocią Marynią mieszkały w drugim pokoju, było im ciasno. Prababcia znała język niemiecki ze szkoły, do której uczęszczała w czasach zaboru austriackiego, dlatego bez problemu porozumiewała się z niemieckimi żołnierzami. Być może dzięki temu Niemcy nie byli w stosunku do nich agresywni, nawet dawali im konserwy, które wówczas były rarytasem. Pozostali żołnierze mieszkali w bunkrach wykopanych w lasku po przeciwnej stronie drogi. Oficera często odwiedzał pewien młody żołnierz, którego babcia bardzo dobrze zapamiętała, gdyż przynosił jej czekoladę. Za domem nad rzeką stały niemieckie czołgi, które zamaskowane były drzewami wykopanymi w lesie na Wielopolu. Tworzyły one taki prowizoryczny zagajnik. Natomiast konie Niemcy trzymali w bunkrach wykopanych w brzegu rzeki. Stamtąd zwierzęta miały łatwy dostęp do wody.

Zdj. 2

Dom rodzinny Ewy Kuczmy - wygląd obecny

Latem 1944 roku, kiedy przez Zagórz przechodził front, mieszkańcy zostali ewakuowani do sąsiednich miejscowości. Rodzina babci trafiła do Łukowego, gdzie przebywała przez dłuższy czas. Mieszkali wówczas w piwnicy jakiegoś domu. Było tam bardzo ciasno, bo wraz z nimi mieszkało kilka innych rodzin. W pamięci babci utkwił jeden szczegół, a mianowicie duża drewniana beczka stojąca w kącie. W niej to chowała się babcia, aby zapewnić sobie więcej miejsca. Przeżyli dzięki krowie, którą prababcia zabrała ze sobą. Wtedy ich podstawowym pożywieniem było mleko. Czasami ryzykując życie, prababcia wybierała się pieszo do Zagórza na swoje pole po ziemniaki, które przynosiła na plecach. Wyprawy te były wyjątkowo niebezpieczne, ponieważ wokół toczyły się walki partyzantów z okupantem, a nad drogą latały niemieckie samoloty, które bombardowały teren.

W czasie okupacji na terenie Zagórza, głównie w okolicach dworców kolejowych przeprowadzane były łapanki, odbywały się też egzekucje i wywózki na roboty przymusowe do III Rzeszy. Egzekucji dokonywał Fley, komendant Bahnschutzu z Nowego Zagórza. Miały także miejsce liczne aresztowania wśród młodzieży gimnazjalnej i kolejarzy. Ludzie posługiwali się specjalnymi dokumentami, tzw. „kenkartami”. Taki dokument miała też prababcia.

Zdj. 3

„Kenkarta"Julii Szczudlik z domu Balik

Największą tragedię przeżyła miejscowa ludność żydowska. Jesienią 1940 roku w Zasławiu, obecnie dzielnicy Zagórza na terenie nieukończonej fabryki celulozy, Niemcy założyli obóz pracy dla Żydów. W rzeczywistości był to obóz zagłady. Obóz zajmował obszar około 5–10 hektarów, na którym znajdowało się osiem bloków. Jego teren otoczono ogrodzeniem z drutu kolczastego o wysokości 2,5 metra. Komendantem obozu został Johan Vogt, a po jego śmierci Miller. Załoga obozu składała się przede wszystkim z Ukraińców, choć bezpośredni nadzór nad obozem sprawowała placówka policji niemieckiej w Sanoku. W obozie utworzono także żydowską administrację (Radę Żydowską-Judenrat) i Żydowską Służbę Porządkową, zwaną popularnie policją żydowską. Obie instytucje miały wspomagać Niemców w zarządzaniu więźniami. Pierwszym szefem Judenratu był Żyd o nazwisku Schimmel. Wyróżniał się on wielkim egoizmem, głównym jego celem było ratowanie siebie i najbliższych. Jednak nie udało mu się to, gdyż wraz z rodziną został rozstrzelany przez Niemców. Kolejnym przewodniczącym Rady Żydowskiej był Szyja Sznajder z Leska, który przedkładał dobro innych nad swoje i osobiście angażował się w ratowanie ludzi. Jeśli chodzi o policjantów żydowskich , to część z nich postępowała według przyjętych norm etycznych, a inni swoim zachowaniem wobec współwięźniów nie różnili się niczym od gestapowców.

Pierwsi Żydzi, których przesiedlono do Zasławia pod koniec 1940 roku, pochodzili z Zagórza i okolicznych miejscowości. Latem 1942 roku zaczęto zwozić do obozu ludność żydowską z całego okupacyjnego powiatu sanockiego, w tym między innymi z Baligrodu, Bukowska, Cisnej, Dobrej, Jaćmierza, Komańczy, Leska, Lutowisk, Łukawicy, Mrzygłodu, Sanoka, Uherzec, Ustrzyk Dolnych, Załuża i Zarszyna. Warunki życia w obozie były niezwykle ciężkie. Duże zagęszczenie ludności, brak wystarczającej ilości wody i żywności były powodem wielu chorób. Jesienią 1942 roku wybuchła wśród więźniów epidemia tyfusu plamistego.

Przez cały okres istnienia obozu w Zasławiu więźniowie zatrudniani byli do prac przymusowych. Początkowo pracowali oni przy naprawie okolicznych dróg i rozbiórce pożydowskich domów, a następnie także w warsztatach założonych na terenie obozu (krawieckich, szewskich, stolarskich, kuśnierskich, garbarskich i ślusarskich).

Obóz w Zasławiu został zlikwidowany w lecie 1943 roku. Do tego czasu na jego terenie znajdowała się tylko niewielka grupa licząca 60 – 70 więźniów. Ich zadaniem było posortowanie majątku pozostałego w obozie i uprzątnięcie jego terenu. Po wykonaniu robót zostali rozstrzelani na miejscu. Wiosną 1944 roku Niemcy rozpoczęli zacieranie śladów zbrodni popełnionych w obozie w Zasławiu.

Babcia przypomina sobie, że w Wielopolu obok jej krewnych, których czasami odwiedzała, mieszkał ze swoją rodziną Żyd Mechel. Przypuszczalnie cała ta żydowska rodzina zginęła właśnie w obozie w Zasławiu.

Mój pradziadek od pierwszego dnia wojny walczył z okupantem. Przed wojną był zawodowym żołnierzem w 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich we Lwowie. W 1939 roku, mając 30 lat, ze swoją jednostką brał udział w kampanii wrześniowej jako zastępca dowódcy 2 plutonu szwadronu ckm. Z 14 pułkiem przeszedł cały szlak bojowy. Między innymi uczestniczył w bitwie pod Bzurą. Za kampanię wrześniową został odznaczony Krzyżem Walecznych. Podczas jednej z walk został ranny, wówczas prawie całkowicie stracił wzrok, dlatego jesienią musiał wrócić do Zagórza. Nie mógł jednak mieszkać w swoim domu, gdyż Niemcy prześladowali polskich żołnierzy. Z tego powodu ukrywał się u swojej matki w Wielopolu, która zajęła się też jego leczeniem.

Pradziadek powrócił do zdrowia po kilku miesiącach i wstąpił do konspiracji. Należał do Polskiej Organizacji Zbrojnej, miał pseudonim „Ludmiła”.

Zdj. 4

Ludwik Szczudlik ps. „Ludmiła”

Placówka POZ w Zagórzu obejmowała Stary i Nowy Zagórz, Wielopole, Zasław, Dolinę i Postołów. Jej komendantem był Alojzy Bełza ps. „Alik”, bliski kolega pradziadka. Alojzy Bełza mieszkał wówczas w wielopolskim dworze, który odegrał dużą rolę w czasie II wojny światowej. Był przede wszystkim miejscem schronienia dla ludzi ściganych przez okupanta, tu przechowywano broń i podziemną literaturę. Tutaj odbywały się odprawy, w których uczestniczył pradziadek.

Zdj. 5

Dwór w Wielopolu zbudowany w 1865r. - wygląd obecny

W 1942 roku POZ została scalona z AK. Pradziadek walczył więc w oddziale Placówki AK Nr 10 Zagórz, którą dowodził również Alojzy Bełza. Placówka ta ściśle współpracowała z placówką w Sanoku, Lesku i Niebieszczanach. Sanok z Zagórzem łączyły dwa punkty kontaktowe, które umiejscowione były na poczcie u „Ksantypy” - Janiny Pipównej oraz w sklepie „Społem”, którą obsługiwała „Hiacynt” - Maria Czech, cioteczna siostra mojej babci. Ważny punkt kontaktowy i obserwacyjny mieścił się w restauracji, której właścicielem był Motas sierżant rezerwy z I wojny. Jego obydwie córki ,Jaśka” i „Duśka”, często podsłuchiwały rozmowy ukraińskich policjantów i banschutchów, informując o akcjach, jakie oni szykowali. Placówka AK posiadała również bieżące informacje od kolejarzy pracujących na stacji w Zagórzu, dotyczyły one wojskowych transportów. Sekcją tą kierował Skowron Stanisław i Czeczot Michał ps. „Mikuś”. Grupa „Alika” organizowała sabotaże na linii telefonicznej przy trasie kolejowej Zagórz-Łupków i Zagórz-Chyrów. Przecinanie łączy telefonicznych utrudniało Niemcom komunikację kolejową.

Od lipca do września 1944 roku pradziadek pełnił funkcję dowódcy plutonu taborowego w Oddziale Partyzanckim „Południe”. OP „Południe” został utworzony w czerwcu tegoż roku pod dowództwem mjra Adama Winogrodzkiego ps. „Korwin”, jego zastępcą był por. Józef Czuchra ps. „Orski”, a adiutantem Alojzy Bełza - „Alik”. W skład zgrupowania „Korwina” wchodziło jeszcze 5 innych plutonów. Były to: 1 pluton dowodzony przez Jana Szczepaniaka ps. „Karo”, 2 pluton dowodzony przez Władysława Szydło ps. „Pik”, 3 pluton dowodzony przez Wojciecha Rosolskiego ps. „Skalny”, 4 pluton dowodzony przez Zbigniewa Cerkowiaka ps. „Boruta” oraz 5 pluton dowodzony przez Piotra Dudycza ps. „Cezar”. OP „Południe” wyruszył 1 lipca 1944 r. na swój szlak bojowy w ramach akcji „Burza”, atakując wycofujące się oddziały niemieckie. Trasa wiodła przez Dębną, Bezmiechową, Dział, Czulnię, Gruszkę, Kalnicę, okolice Zagórza i Poraża, Tokarnię i Jawornik.

Zdj. 6

Szlak bojowy Oddziału Partyzanckiego „Południe”

Podczas postoju w Porażu w końcowych dniach lipca do 4 sierpnia oddział „Południe” między innymi zorganizował akcję odbicia kilkudziesięciu koni, które Niemcy zarekwirowali w okolicznych wsiach. Dokonał tego pluton „Boruty”. Następnego dnia ponownie patrol „Boruty” rozbroił trzech niemieckich żołnierzy, rekwirując im motor z przyczepą. Natomiast grupa partyzantów na czele z Tadeuszem Łomnickim ps. „Dławik” połączyła linią przewodową punkt dowodzenia mieszczący się w zamku Gubrynowiczów, gdzie kwaterował „Korwin”, a dworem Darasza, gdzie przebywał piąty pluton „Cezara”. Do tej linii telekomunikacyjnej podłączony był także lekarz oddziału oraz poczta w Zagórzu. Prawie dziesięciodniowy okres pobytu oddziału „Południe” w rejonie Poraża wymagał zapewnienia wyżywienia, które zabezpieczała sekcja gospodarcza na czele z Edwardem Osiką, Stanisławem Skowronem oraz Józefem Solonem, byli to mieszkańcy Zagórza. Dla celów oddziału zajęto młyn w Wielopolu, gdzie mielono zboże. Następnie w piekarni zagórskiej wypiekano chleb. Z kolei sekcja pod opieką Stanisława Zycha ps. „Kos” dostarczała do oddziału lekarstwa z zagórskiej apteki. Zdobyte na Niemcach pojazdy, uruchomiano benzyną, którą destylował w kopalni w Wielopolu Żebrowski ps. „Zebra”.

Rankiem 5 sierpnia, przygotowujący się do zmiany miejsca oddział, stoczył jedną z większych walk z przesuwającym się szosą Zagórz-Wielopole batalionem Wehrmachtu, w której uczestniczył pluton „Pika”, „Kara” i „Skalnego”.

Partyzanci ukryli się na zagórskim cmentarzu i stamtąd atakowali Niemców. W godzinach popołudniowych oddział przesunął się w kierunku Zawadki Morochowskiej. Wkroczenie wojsk radzieckich na obszar powiatu sanockiego przerwało realizację planu „Burza”, a OP „Południe” został rozbrojony przez radzieckich „towarzyszy broni” w Woli Sękowej 18 września 1944 roku. Pradziadek za czynny udział w walce zbrojnej z Niemcami w latach 1939-1945 otrzymał Odznakę Grunwaldzką.

 

 

Zdj. 7

Legitymacja Odznaki Grunwaldzkiej Ludwika Szczudlika

Po wyzwoleniu Zagórza, pradziadek prowadził przez jakiś czas tartak w Wielopolu, a następnie pracował jako magazynier w Gminnej Spółdzielni w Zagórzu.

Z okupantem walczył również siostrzeniec prababci, Bolesław Czech, który też mieszkał w Zagórzu. Gdy wybuchła wojna, natychmiast włączył się do pracy konspiracyjnej, choć miał dopiero 15 lat. Najpierw wstąpił do Polskiej Organizacji Zbrojnej działającej na terenie Zagórza. Następnie przeszedł do Związku Walki Zbrojnej, gdzie przyjął pseudonim „Junak”. Kiedy ZWZ przemianowany został na AK, ,Junaka” przydzielono do Placówki Nr 10 w Zagórzu, tak samo jak mojego pradziadka. Początkowo pełnił obowiązki gońca, łącznika, kolportera prasy i podręczników szkoleniowych. Brał również udział w akcji rozklejania ulotek antyhitlerowskich oraz zbieraniu porzuconej amunicji i materiałów wybuchowych w bunkrach wzdłuż Sanu. Udzielał też pomocy osobom zmierzającym ku granicy węgierskiej, a więc w kierunku Komańczy, Łupkowa i Wisłoka. Był dzielnym żołnierzem, gotowym do działania na każde wezwanie.

Zdj. 8

Bolesław Czech ps. „Junak”

W zimie 1943 roku „Junak” został aresztowany, a następnie osadzony w więzieniu w Jaśle, gdzie do wiosny czekał na wykonanie wyroku. Wówczas bardzo się bał, miał zaledwie 18 lat. Dzień przed egzekucją zrobił sobie z chleba różaniec, na którym modlił się przez całą noc. Rankiem został odbity z grupą około siedemdziesięciu innych więźniów przez oddział dywersyjny Zenona Soboty – „Korczaka”. „Junak” stwierdził, że od śmierci ocalił go właśnie ten różaniec, który podarował potem swojej matce.

Po tym traumatycznym przeżyciu nie zrezygnował z działalności konspiracyjnej. „Junak” wrócił na swoją Placówkę AK do Zagórza, ale musiał się ukrywać, gdyż był poszukiwany przez Niemców. Najpierw znalazł schronienie na strychu domu mojej babci, jednak pewnego dnia został rozpoznany przez jedną z sąsiadek. Wówczas prababcia postanowiła poszukać mu innej kryjówki. Przebrała go za kobietę i nocą wyruszyli do Niebieszczan. Prababcia bardzo się bała, dlatego wzięła ze sobą niewielką figurkę św. Antoniego. Koło zagórskiego kościoła natknęli się na patrol składający się z dwóch niemieckich żołnierzy i psa. Oboje struchleli, gdyż byli przekonani, że żywi już nie wrócą do domu. Prababcia mocno ścisnęła figurkę i nic nie mówiąc szła dalej, a za nią podążał „Junak”. Niemcy byli tak pochłonięci rozmową, że nie zauważyli ich, nie zareagował także pies. Można powiedzieć, że cudem uniknęli śmierci, Bolesław Czech już po raz drugi. Prababcia twierdziła, że dzięki św. Antoniemu szczęśliwie mogli dotrzeć do celu. W Niebieszczanach „Junak” ukrywał się u Władysława Szelki - „Borsuka”.

W okresie wielkich mrozów i śnieżyc pod koniec 1943 r. „Junak" brał udział w akcji nielegalnego podłączenia podstacji zasilającej teren Zagórza i okolicę w energię elektryczną, pomagali mu „Alik” i „Józek”. Akcja ta była wyjątkowo trudna, gdyż podstacja usytuowana była w bardzo ruchliwym miejscu, w odległości około 60 m od posterunku policji.

W połowie maja 1944 r. wziął udział w akcji zniszczenia elektrowni dostarczającej energii elektrycznej dla kopalni nafty w Mokrem. Wówczas towarzyszyło mu około dziesięciu innych żołnierzy, między innymi Alojzy Bełza -„Alik”, Zdzisław Konieczny - „Grot”, Stanisław Kunik-„Automat”, Józef Granatowski – „Krakus”, Stanisław Osenkowski – „Żbik” i „Cygan”. Zdobyli wtedy sporo amunicji, granatów ręcznych, broni osobistej i rezerwowej oraz całe oporządzenie i zapasowe mundury Werkschutzów czyli straży ochraniającej elektrownię. „Junak” wykazał się wówczas olbrzymią odwagą i zdyscyplinowaniem.

Przy organizacji Oddziału Partyzanckiego „Południe”, „Junak” został przydzielony do plutonu Wojciecha Rosolskiego ps. „Batiar”, a następnie „Skalny”. Wówczas był już doświadczonym żołnierzem, dlatego brał udział we wszystkich walkach i akcjach bojowych oddziału. Od czerwca do 14 września 1944 r. uczestniczył w walce plutonu z Niemcami na Skowronówce w Zagórzu, gdzie omal nie doszło do całkowitego rozbicia przez wroga jego jednostki.

Dzięki dzielnej postawie dowódcy - por. „Skalnego” oraz innych żołnierzy sytuacja została opanowana, a Niemcy musieli wycofać się w kierunku Tarnawy. Następnie „Junak” wraz z OP „Południe” przeszedł w rejon działania Bukowiec-Tokarnia-Puławy-Wemejówka, gdzie wykazał się dużą brawurą i odwagą, stawał pierwszy na ochotnika na patrol, wyprawy na niemieckie tabory, czy na zasiadkę, porywał za sobą innych. Niejednokrotnie podkreślał, że Bóg, honor i Ojczyzna to sprawy najważniejsze w jego życiu. Zawsze był gotów oddać swoje młode życie za ukochaną Polskę.

Tak mniej więcej wyglądały lata okupacji w Zagórzu. Były to czasy bardzo trudne dla wszystkich. Na szczęście całej mojej rodzinie udało się przeżyć wojenną zawieruchę. Jednak życie w powojennej Polsce też nie było łatwe. Szczególnie odczuł to pradziadek i wujek Bolek Czech. Obaj byli prześladowani przez NKWD za przynależność do AK. Pradziadek po wojnie został aresztowany, przez kilka miesięcy przebywał w sanockim więzieniu, gdzie często był przesłuchiwany i zmuszany np. do stania w lodowatej wodzie. Pobyt w więzieniu oraz wszelkie trudy, które znosił będąc żołnierzem, doprowadziły do tego, że zachorował na gruźlicę i zmarł w wieku 54 lat. Natomiast Bolesław Czech przez pewien czas był więziony w więzieniu w Warszawie. Potem bardzo mu utrudniano naukę na wydziale medycznym w Krakowie. Co jakiś czas musiał się meldować na posterunku milicji, ponadto miał przydzielonego człowieka, który stale go „pilnował”. Jednak upór i ciężka praca pozwoliły mu zdobyć dyplom lekarza. Wszystko to sprawiło, że umarł mając zaledwie 37 lat będąc na dyżurze w szpitalu.

Tak więc okres II wojny światowej wycisnął trwały ślad na losach mojej rodziny.

 

BIBLIOGRAFIA:

  1. Brygidyn A., Kryptonim „San”: żołnierze sanockiego Obwodu Związku Walki Zbrojnej-Armii Krajowej: 1939-1944, Sanok 1992,
  2. Rozdżestwieński P. M., Ułani Jazłowieccy. Zarys działań pierwszego rzutu 14. pułku Ułanów Jazłowiecckich w kampanii wrześniowej 1939 roku, Warszawa 2008,
  3. Rączy E., Obóz w Zasławiu, Verbum-miesięcznik parafii pw. Wniebowzięcia N.M.P. w Zagórzu nr 4(134)/2015,
  4. Tarnawski J., Bolesław Czech, ps. „Junak”-najdzielniejszy z dzielnych, Verbum - miesięcznik parafii pw. Wniebowzięcia N.M.P. w Zagórzu nr 10(35)/2006,
  5. Tarnawski J„ Alojzy Bełza, ps. „Alik” 1900 - 1976, Verbum-Miesięcznik parafii pw. Wniebowzięcia N.M.P. w Zagórzu nr 11(36)/2006,
  6. Zając E., Sanockie biografie, Sanok 2009,
  7. Relacje ustne Ewy Kuczmy z domu Szczudlik, lat 79, zamieszkałej w Zagórzu.

 

 

Sanok, 28.05.2015 r.

Praca 2

Jakub Przystasz – II LO Sanok

 

Dzieje

podpułkownika Edwarda Pawła Łabno

na tle wydarzeń w Sanoku

podczas II Wojny Światowej

 

Działania II wojny światowej dosięgnęły Królewskie Wolne Miasto Sanok podczas obrony przed nacierającymi na kraj wojskami niemieckimi, z którymi to walki toczyła 3 Brygada Górska.

Po 8 dniach od rozpoczęcia napaści na Polskę przez miasto przetoczyły się walki Batalionu Obrony Narodowej Sanok, która wycofując się przez Lesko oraz Ustrzyki miała na celu zapobiec dalszemu rozciąganiu się frontu niemieckiego.

9 września całe miasto wraz z okolicami zostało zajęte przez nazistowskich żołnierzy, których wspomagały słowackie jednostki, które jednak wycofały się z miasta już 1 października. 26 października został ustanowiony dystrykt krakowski, w którego skład wchodził powiat sanocki i był to najbardziej wysunięty na wschód powiat.

Do czerwca 1941 na rzece San została ustalona granica niemiecko-radziecka, w skutek czego prawa strona miasta znalazła się pod okupacją Rosjan.

Z wojną, pierwszy raz spotkał się także w Sanoku Pan Edward Paweł Łabno. Ten urodzony 23 maja 1908 roku w Nowym Sączu mężczyzna po odbyciu w 1928 do 1929 służby wojskowej w Batalionie Szkolnym Podchorążych Piechoty w Różanie został awansowany na stopień podporucznika, a następnie skierowany do 2 pułku strzelców podhalańskich jako dowódca plutonu.